Eko-terroryzm: Podpalenia traw mimo apeli leśników i strażaków

Mimo, że od niedawnego wezwania do zaprzestania podpaleń ze strony leśników, strażaków, funkcjonariuszy policji oraz ekologów zaledwie minęło kilka dni, sytuacja nie uległa poprawie. Pożary na suchych łąkach są codziennością; każdy dzień to kilka, a czasem nawet kilkanaście wyjazdów jednostek straży pożarnej. Bezskuteczne okazują się również argumenty dotyczące wzrostu i kondycji wypalanych łąk – podkreśla się, że twierdzenie o tym, że spalona łąka szybciej się zazieleni, jest błędne. Nie przynoszą efektu również ostrzeżenia o konsekwencjach prawnych za podpalenia.
Wystarczyło zaledwie kilka dni ciepłej pogody, aby sprawcy podpaleń powrócili do swojej destrukcyjnej działalności. Codziennie strażacy odbierają liczne wezwania dotyczące płonących nieużytków. Mimo usilnych próśb o powstrzymanie się od takich praktyk, które rozprzestrzeniane były między innymi przez lokalne portale gminne i ogłoszenia parafialne, sytuacja nie uległa zmianie. Największa liczba incydentów ma miejsce na terenie gmin Biecz, Lipinki oraz Gorlice, ale również samo centrum miasta nie jest wolne od problemu podpaleń. Na przykład, 8 marca po raz kolejny doszło do podpalenia wału na Ropie, zlokalizowanego w bezpośrednim sąsiedztwie ogródków działkowych.
Nadal utrzymuje się przekonanie o korzyściach płynących z wypalania suchych łąk i traw – to powszechna metoda na poprawę jakości gleby i pozbycie się chwastów. Uważa się, że ogień przyspiesza wzrost nowej trawy na spalonych łąkach, co rzekomo zwiększa ich urodzajność. Przyrodnicy są jednak jednomyślni w swoim stanowisku – to mit!